Brytyjski premier w ogniu krytyki za to, że odmówił jednoznacznego potępienia działań USA w Wenezueli. Postawa Keira Starmera wywołała napięcia w partii rządzącej i zarzuty o brak konsekwencji w polityce zagranicznej, szczególnie w porównaniu z wcześniejszym, zdecydowanym stanowiskiem Londynu w sprawie Grenlandii.
Starmer odmawia bezpośredniego potępienia działań Donalda Trumpa, określając sytuację jako „skomplikowaną”. Podkreślił, że Wielka Brytania nie brała udziału w akcji schwytania prezydenta Maduro i jego małżonki oraz chce jak najszybszego pokojowego przejścia do demokracji w Wenezueli, nie chce jednak pogarszać relacji ze swoim głównym sojusznikiem strategicznym.
Część laburzystów zarzuca rządowi podwójne standardy w polityce zagranicznej: podczas gdy w sprawie Grenlandii Londyn reagował zdecydowanie, w przypadku Wenezueli wybrano dyplomatyczną ostrożność.
Krytycy ostrzegają, że brak jednoznacznego stanowiska może osłabić pozycję Londynu jako obrońcy prawa międzynarodowego. Downing Street podkreśla, że Wielka Brytania może wstrzymać się od głosu, jeśli w ONZ pojawi się rezolucja potępiająca działania USA.
Sprawa Wenezueli staje się symbolem napięć w Partii Pracy i testem przywództwa Starmera – między wymogiem konsekwentnej polityki zagranicznej a pragmatyzmem wobec sojusznika.









RADIO ZACHÓD


