Dołek jak zaczarowany – Lechia znowu przegrała

Piłkarze Lechii Zielona Góra przegrali trzeci mecz z rzędu na własnym stadionie! W II-ligowym spotkaniu przegrali z Legią Warszawa 0-2. Do przerwy goście prowadzili 1-0.

Pierwsze minuty to Lechia częściej przy piłce, ale bez groźnych sytuacji.

Po około 10 minutach do głosu doszła Legia i szybko Bursztyn musiał bronić groźny strzał.

Potem znów kilka dobrych minut miała Lechia i w 29. minucie dwie kapitalne sytuacje, ale strzały Olka i Dębskiego obronił dobrze grający bramkarz z Warszawy – Jan Bienduga. 

W kolejnych minutach obserwujemy groźne strzały Szmigla i Szpakowskiego z Lechii oraz główkę Piasty z Legii, ale piłka mija za każdym razem bramkę. 

Nadchodzi 45. minuta – w pole karne wpada Austriak Bicki, wykłada piłkę Cyprianowi Pchełce, a ten uderza silnie i precyzyjnie i do przerwy jest 1-0 dla Legii choć trener Lechii Sebastian Mordal ma pretensje do sędziego, że ten nie gwiżdże wcześniej faulu na Michale Aleksandrowiczu.

Za moment sędzia wyrzuca Mordala z boiska za…przekroczenie przez niego strefy technicznej.

W II połowie Lechia od razu próbuje wyrównać, ale jej ataki nic nie dają. W 58. minucie piękne uderzenia Kamila Olka broni bramkarz gości. W 62. minucie odgryza się rywal – Mikanovich uderza mocno – teraz broni Bursztyn. 

W końcu w 70. minucie pada decydujący gol – Lisowski próbuje podać piłkę do Bursztyna, którą chce chronić przed atakującym rywalem. Robi to jednak tak pechowo, że lobuje swojego bramkarza, piłka wpada do bramki Lechii i ten samobój daje drużynie ze stolicy prowadzenie 2-0. 

Do końca już nic się nie zmienia choć Lechia próbuje szarpać, ale ma za mało atutów, żeby strzelić choćby kontaktowego gola. 

Mecz podsumowujemy rozmową z pomocnikiem Lechii – Marcinem Szpakowskim:

 

Exit mobile version