Na święta zapowiada się ładna, słoneczna pogoda – powiedział PAP dr Mariusz Siedlecki z Zakładu Meteorologii i Klimatologii Uniwersytetu Łódzkiego. Ekspert przewiduje, że od czwartku, w związku z nadejściem układu wyżowego, temperatura będzie z dnia na dzień rosła i przekroczy 17 stopni Celsjusza.
Dalsza część tekstu pod filmem
Klimatolog z Uniwersytetu Łódzkiego powiedział, że do czwartku pozostawaliśmy pod wpływem chłodnych mas powietrza znad północnego Atlantyku.
Od czwartku prognozowane jest nadejście układu wyżowego. I do niedzieli, do poniedziałku, temperatury będą rosły do poziomu powyżej 17, a w niektórych rejonach kraju nawet powyżej 20 stopni Celsjusza. Zapowiada się zatem słoneczna pogoda
– powiedział PAP dr Mariusz Siedlecki.
Dalsza część tekstu pod grafiką










Zimowe opady śniegu a sytuacja hydrologiczna
Jeśli chodzi o obecną sytuację hydrologiczną, to ekspert ocenił ją jako średnią. Co prawda tegoroczna zima była mroźna i śnieżna – w porównaniu z wartościami notowanymi w ciągu ostatnich dwóch dekad – ale okres przedwiośnia mógł rozczarować np. tych, którzy czekali na dobre nawodnienie gleby.
Ostatnia zima wpisywała się w normę opadów z lat 40. i 50. ubiegłego wieku. Stworzyła dobre warunki hydrologiczne, ale przyszedł marzec, w którym dominowała pogoda wyżowa. Odwilż była dosyć szybka, potem na znacznych obszarach naszego kraju nie było opadów atmosferycznych, a wręcz przeciwnie – ewapotranspiracja (suma ewaporacji, czyli parowania wody z powierzchni gleby i wód, oraz transpiracji z roślin, przenosząca wilgoć do atmosfery – przyp. PAP) zmniejszała zasoby wody w środowisku i w glebie
– zaznaczył.
Jak wyjaśnił, z punktu widzenia leśnictwa, rolnictwa, ale też hydrologii pokrywa śnieżna odgrywa ważną rolę w naszych szerokościach geograficznych, bo to zasób wody, która wczesną wiosną jest uwalniana i stanowi rezerwuar dla wegetacji. Niestety, przez ostatnie dwie dekady opady śniegu w Polsce były bardzo skąpe albo występowały rzadko.
Obecnie prognozy są takie, że do końca kwietnia ilość opadów atmosferycznych będzie w klimatologicznej normie przewidywanej dla tego miesiąca
– dodał dr Siedlecki.
Okresy przejściowe coraz krótsze. Od suszy nie uwolnimy się szybko
Na przestrzeni ostatnich dekad obserwujący pory roku klimatolodzy zauważyli, że wiosna pojawia się u nas coraz wcześniej.
W klimatologii na obszarze Polski wyróżnia się jeszcze przedzimie i przedwiośnie. Widzimy taką tendencję, że ulegają one silnemu skróceniu. Odczuwamy większy przeskok między porami roku, co oczywiście ma różnego rodzaju i pozytywne, i negatywne skutki w wielu dziedzinach gospodarki czy w życiu człowieka
– podkreślił ekspert.
Dodał, że wczesne nadejście wiosny to jednocześnie wcześniejsze rozpoczęcie okresu wegetacyjnego, co może być korzystne dla niektórych upraw, np. kukurydzy czy winorośli. Ale wiosenne ocieplenie pod naszą szerokością geograficzną bardzo często idzie w parze z przymrozkami. Duże różnice temperatury, zwłaszcza gdy nocą słupek rtęci spada poniżej zera, szkodzą przede wszystkim uprawom sadowniczym i ogrodniczym.
Jeśli chodzi o uprawy zbóż, to rolnicy mogą tym procesem sterować w pewnym zakresie. Gdy mamy jabłonie czy inne plantacje owoców, to wszystko to rusza samo. Dla nich skutki wczesnej wiosny połączonej z przymrozkami są negatywne
– dodał.
W opinii klimatologa z UŁ zjawisko suszy, która obserwowana jest m.in. w centralnej Polsce, to już stała tendencja, od której nie uwolnimy się szybko.
Nawet jeśli sumy sezonowe czy roczne opadów atmosferycznych są w normie, zasób wody w środowisku jest mniejszy. Na jego poziom wpływa bowiem nie tylko ilość opadów, ale też straty, czyli ewapotranspiracja, która w warunkach odczuwalnego ocieplenia jest silniejsza. Poza tym zmienia się nam charakter opadów atmosferycznych – ze spokojnych, umiarkowanych, trwających dłuższy czas na opady nawalne. Po silnych ulewach miesięczna suma opadów może być nawet powyżej normy, ale ten deszcz szybko spłynie i znowu mamy gorsze warunki dla rolnictwa czy dla leśnictwa
– zaznaczył.









RADIO ZACHÓD














