Pewnie każdy z nas ma czasem ochotę, by „rzucić wszystko i jechać w Bieszczady”.
Leszek Talko wybrał się jeszcze dalej, bo do słonecznej Toskanii.
Sprzedał swoje polskie mieszkanie, by kupić kilkusetletni dom na włoskiej prowincji, gdzie przeprowadził się wraz z żoną i synem. Takie zaczynanie „od zera”, w dodatku „na obcej ziemi”, staje się nie lada wyzwaniem, obfitującym w paradoksy niczym z komedii pomyłek.
Temperamentni sąsiedzi, wyludniające się miasteczka i nieokiełznany chaos – albo go kochasz, albo nienawidzisz.
Talko opisuje autentyczną, choć pełną sprzeczności Italię.
Dlaczego Włosi dziwią się remontowaniu domu albo kupowaniu nowego auta, a jednocześnie nie żałują kilkudziesięciu tysięcy euro, by wynająć namiot na plaży?
Dlaczego, gdy chcą kupić dom, najpierw pytają, jak daleko jest z tego domu do baru? A jeśli dowiadują się, że daleko lub, co gorsza, że baru nie ma – nie zadają już innych pytań?
… bo przecież nie ma sensu żyć bez kawy za 1 euro i ukochanego cornetto!
Jak straniero staje się lokalsem?
Po licznych przygodach, zabawnych nieporozumieniach i próbie ułożenia swojego polsko-włoskiego życia autor, który dla włoskich sąsiadów pozostanie „Talko” (w końcu kto tam wymówi bez problemu „Leszek”?!), ze straniero staje się pełnokrwistym lokalsem, który:
wie, że dobre wino się pije, a złego nie tyka, i dlaczego lepiej kupować je od razu na litry, a nie na butelki,
pamięta, że do fryzjera czy lekarza nie umawia się na konkretne godziny (a już na pewno nie przez internet),
zaopatruje się w termiczną bieliznę, by… przetrwać zimę w Toskanii, i kupuje osuszacz powietrza, by zapobiec przemoknięciu w domu.
(Wydawnictwo Znak)









RADIO ZACHÓD

