Osoba skrzywdzona seksualnie ma prawo zgłosić krzywdę, kiedy jest na to emocjonalnie gotowa – powiedziała PAP psychoterapeutka Krystyna Dudzis z Uniwersytetu Ignatianum w Krakowie. Zastrzegła, że odpowiedzialność za przestępstwo zawsze leży po stronie sprawcy.
W pierwszy piątek Wielkiego Postu Kościół obchodzi Dzień Modlitwy i Solidarności z Osobami Skrzywdzonymi Wykorzystaniem Seksualnym.
Chcemy stanąć przy nich, okazując bliskość
– powiedział delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży abp Wojciech Polak. Obchody odbędą się na poziomie parafii.
PAP: W czym wyraża się solidarność ze skrzywdzonymi seksualnie?
Psychoterapeutka Krystyna Dudzis z Uniwersytetu Ignatianum w Krakowie i z Centrum Ochrony Dziecka: Od wielu lat w Kościele katolickim zajmujemy się problemem wykorzystania seksualnego małoletnich. Mam jednak wrażenie, że w społeczeństwie pojawiło się swoiste zmęczenie tym tematem. Niektórzy mają poczucie, że jest „za dużo” osób skrzywdzonych, „za dużo” sprawców, „za dużo” mówienia o krzywdzie i domagania się sprawiedliwości. Czasem pojawia się nawet przekonanie, że osoby skrzywdzone nadwyrężają cierpliwość innych.
Tymczasem solidarność ze skrzywdzonymi wyraża się przede wszystkim w gotowości do przyjęcia ich z szacunkiem i w prawdzie o tym, czego doświadczyli — bez oceniania, a tym bardziej bez potępiania. Nie oznacza to jednak ani bezrefleksyjnego osądzania sprawcy, ani jego usprawiedliwiania. Chodzi o postawę uważności, empatii i odpowiedzialności.
PAP: Czy głośne mówienie o swoim doświadczeniu skrzywdzenia seksualnego nie jest formą wtórnej traumatyzacji?
K. D.: Istnieją różne strategie radzenia sobie z krzywdą. Dla niektórych osób mówienie o niej jest elementem zdrowienia, dla innych – na pewnym etapie – może być zbyt obciążające.
Zdarza się, że osoba skrzywdzona przyjmuje tzw. postawę ofiary, z której może czerpać określone korzyści, np. zainteresowanie otoczenia. Nie jest to jednak dla niej rozwiązanie korzystne w dłuższej perspektywie, ponieważ utrwala poczucie braku wpływu na własne życie. W procesie terapeutycznym dążymy do przywracania osobie sprawczości. Oznacza to m.in. umożliwienie jej decydowania o tym, czy i kiedy zgłosi krzywdę oraz jak będzie wyglądało dalsze postępowanie.
Jako psychoterapeuci jesteśmy zdecydowanie przeciwni sytuacjom, w których osoby skrzywdzone są proszone – czy wręcz nakłaniane – do publicznego składania świadectw w parafiach lub wspólnotach. Z rozmów z nimi wiemy, że często czują się przymuszone lub zmanipulowane. O doświadczeniu krzywdy należy mówić przede wszystkim osobom kompetentnym – profesjonalistom, którzy zadbają o to, aby opowiadanie tej historii nie pogłębiało już doznanej traumy.
PAP: Co może pogłębiać ranę osoby skrzywdzonej?
K. D.: Do tzw. wtórnego zranienia dochodzi wtedy, gdy osoba zgłasza krzywdę w niewłaściwym miejscu, w nieodpowiednim czasie lub spotyka się z niekompetentną reakcją. Jeśli słuchający lekceważy jej słowa, podważa ich wiarygodność, zaprzecza, przeinacza treść wypowiedzi albo wnika zbyt szczegółowo w intymne detale, może to prowadzić do ponownego zranienia.
Przykładem jest sytuacja, gdy osoba zgłaszająca usłyszała: „Szkoda, że nie zgłosiła pani tego wcześniej”. Choć intencja mogła być dobra, w skrzywdzonej pojawiło się poczucie winy – jakby odpowiedzialność za krzywdę spoczywała na niej. Tymczasem odpowiedzialność za przestępstwo zawsze leży po stronie sprawcy. Osoba skrzywdzona ma prawo zgłosić krzywdę wtedy, gdy jest na to gotowa – gdy jej życie jest na tyle uporządkowane, że może zmierzyć się z towarzyszącymi emocjami.
PAP: Czy można mówić o sposobach „dokrzywdzania” samego siebie?
K. D.: Możemy mówić raczej o skrajnych strategiach radzenia sobie z bólem. Jedną z nich jest nadmierne ujawnianie szczegółów krzywdy – nie tylko profesjonalistom czy bliskim, ale także osobom postronnym, które mogą te informacje wykorzystać. Często wynika to z naruszonych granic – osoba skrzywdzona przestaje je wyraźnie odczuwać.
Drugą skrajnością jest całkowite zamknięcie się w sobie i „duszenie” traumy. Taka osoba często chciałaby się podzielić swoim doświadczeniem, ale nie potrafi wydobyć z siebie słów. Obie strategie są zrozumiałe jako reakcje na zranienie, jednak w procesie zdrowienia potrzebna jest bezpieczna przestrzeń i odpowiednie wsparcie.
PAP: Jak często osoby skrzywdzone unikają zgłaszania spraw organom kościelnym lub państwowym?
K. D.: To znacząca liczba przypadków. Zdarza się, że kobieta doświadczająca przemocy potrzebuje nawet dwóch lat terapii, aby znaleźć w sobie siłę do podjęcia kroków prawnych. Podobnie jest w przypadku wykorzystania seksualnego – także w Kościele. Choć dziś możliwość zgłoszenia jest bardziej nagłośniona, a procedury są wyraźniejsze, każda osoba potrzebuje innego czasu.
To, co jest dobre dla jednej osoby, nie musi być dobre dla drugiej – nawet jeśli sytuacje wydają się podobne.
PAP: Co sprawia, że skrzywdzeni unikają zgłaszania krzywdy?
K. D.: Przede wszystkim nieprzepracowana u nich trauma i utrata poczucia bezpieczeństwa. Pojawia się również u takich osób silny wstyd oraz skłonność do brania na siebie odpowiedzialności za to, co się stało. Towarzyszą temu myśli: „Mogłam/Mogłem temu zapobiec”, „Powinienem/ Powinnam był/a zareagować inaczej”. Jeśli sprawcą jest duchowny, dochodzi czasem poczucie odpowiedzialności za jego kapłaństwo.
Osoby skrzywdzone obawiają się także, że nie zostaną potraktowane poważnie, że zostaną uznane za niewiarygodne, a nawet że spotkają się z zastraszaniem. Często boją się pozycji społecznej sprawcy i jego wpływów. Istotną barierą jest również nieznajomość procedur – zarówno państwowych, jak i kanonicznych – oraz przekonanie, że wcześniejsze zgłoszenia innych osób nie przyniosły realnych skutków.
PAP: Jaka powinna być nasza postawa wobec skrzywdzonych, żeby nie pogłębiać ich traumy?
K.D.: Każdy z nas bywa w tzw. pozycji obserwatora krzywdy. Nie jest ona neutralna. Im silniej jesteśmy związani ze środowiskiem sprawcy, tym łatwiej możemy go usprawiedliwiać. Z kolei, gdy jesteśmy bliżej osoby skrzywdzonej, możemy łagodzić ocenę jej odpowiedzialności.
Kluczowa jest świadomość własnych uwikłań i gotowość do przyjęcia postawy opartej na empatii, rzetelności i szacunku dla faktów. Solidarność nie polega na emocjonalnym opowiadaniu się po jednej ze stron, lecz na trosce o prawdę i dobro osoby skrzywdzonej.
PAP: Jaką odpowiedzialność ponoszą rodzice dziecka skrzywdzonego seksualnie?
K.D.: Powinniśmy być bardzo ostrożni w ocenianiu rodziców. Nie zawsze dostrzegają oni sygnały krzywdy. Przez dekady brakowało edukacji w tym zakresie. Sprawcy to często osoby zaufane, bliskie rodzinie – nikt nie podejrzewa ich o przestępstwo.
Są oczywiście sytuacje, w których rodzice sami krzywdzą dziecko – wówczas mogą nie być zdolni przyjąć do wiadomości, że ktoś inny je wykorzystał. Zdarza się, że oskarżają dziecko o kłamstwo czy prowokowanie sprawcy. Takie reakcje są dla dziecka szczególnie bolesne i mogą prowadzić do głębokiego poczucia osamotnienia.
Dlatego tak ważna jest edukacja, budowanie świadomości oraz tworzenie bezpiecznych systemów wsparcia – zarówno dla dzieci, jak i dla ich rodzin.
Dzień modlitwy w intencji osób skrzywdzonych obchodzony jest w całym Kościele z inicjatywy papieża Franciszka, a Kościół w Polsce na datę obchodów wyznaczył pierwszy piątek Wielkiego Postu. Zgodnie z zarządzeniem KEP w świątyniach katolickich w naszym kraju tego dnia odprawiane są nabożeństwa drogi krzyżowej wynagradzającej za grzechy wykorzystania seksualnego dzieci i młodzieży.
Pierwszy raz obchodzony był w 2017 r. Pierwsze nabożeństwo pokutne w Polsce odbyło się 20 czerwca 2014 r. w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie. Jego inicjatorem był koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży KEP o. Adam Żak.
Czytaj także:
W Dniu Modlitwy i Solidarności ze Skrzywdzonymi biskupi odprawią drogi krzyżowe w ich intencji
Z okazji Dnia Modlitwy i Solidarności z Osobami Skrzywdzonymi wykorzystaniem seksualnym w wielu miastach biskupi odprawią msze św. i nabożeństwa drogi krzyżowej w intencji skrzywdzonych. W Krakowie mszę św….









RADIO ZACHÓD



