Mieszkańcy sołectwa Jany czują się pominięci w planowaniu rozwoju Zielonej Góry.
Jak podkreślają, ich miejscowość – w przeciwieństwie do innych, położonych bliżej centrum miasta – ma znacznie mniejsze możliwości rozwoju. Jak przekonują, widać to w zapisach powstającego planu ogólnego.
Swoje argumenty przedstawili podczas kwietniowej sesji Rady Miasta.– „Czujemy się bardzo pokrzywdzeni, bo po przyłączeniu do miasta mieliśmy mieć szansę na rozwój – mówiła Magdalena Bratkowska-Pachla, mieszkanka Jan:
– Nie zależy nam na tym, żeby oddawać duże tereny deweloperom pod masową zabudowę. Chcemy zachować te ziemie dla naszych rodzin, żeby dzieci i kolejne pokolenia mogły się tu budować – podkreślała Mirka Kaliszewska z Jan:
Do zarzutów odniósł się wiceprezydent Zielonej Góry Paweł Tonder, który tłumaczył, że plan ogólny musi obejmować całe miasto i podlega ustawowym ograniczeniom. Dodawał, że w Janach mieszka obecnie około 400 osób, a tereny pod zabudowę wyznaczono dla kolejnych prawie 400:
Wiceprezydent dodawał również, że plan ogólny dotyczy całego miasta. – Mamy określoną chłonność i wszystkie nowe tereny zabudowy są przeliczane na mieszkańców:
Miasto zapowiada, że dokument będzie w przyszłości aktualizowany. Do tematu będziemy jeszcze wracać.









RADIO ZACHÓD


